„Proszę Pani, ja już nie mogę wytrzymać. To mnie przerasta, nie radzę sobie.”
To najczęstsze wypowiedzi osób, które dzwoniły do mnie podczas ostatniego dyżuru. Wszyscy pytają, kiedy to się skończy, kiedy znów będzie normalnie. Niestety, większość z nas jest w jakimś stopniu wykończona psychicznie. Izolacja, ograniczenia dały się nam w kość. I choć zdarzają się osoby, które dziękują w duchu za home office, to większość i właśnie takie osoby dzwoniły, ma już tego dosyć. Osoby dzwoniące pytały rozżalone, jak mają pogodzić pracę zdalną swoją, partnera z ciągłą obecnością dzieci, które również uczą się online i na dodatek często nie radzą sobie, oczekując naszej pomocy. Co więcej, to wszystko rozgrywa się w przestrzeni małego mieszkania, bez możliwości wyjścia, spotkania się ze znajomymi. Do tego dochodzi lęk przed chorobą, niepokój o przyszłość firmy, a także obawa, że możemy stracić pracę. Wszystko to rodzi wiele trudnych emocji, które chcąc nie chcąc skupiają się na najbliższych osobach, czyli domownikach. To na nich odreagowujemy własne niepokoje i frustracje, jednocześnie szukając w nich wsparcia, pomocy i ukojenia. Tego oczekujemy od partnera, a z kolei dzieci oczekują tego od nas. No i jak z tym wszystkim sobie poradzić……….?
Myślę, że podstawą radzenia sobie przez pary w czasie pandemii jest umiejętność zachowania równowagi pomiędzy życiem osobistym i zawodowym. Niestety w ostatnim czasie się to zatarło, wiele par się zastanawia, czy ja właściwie jestem w domu, czy w pracy ? Tych obowiązków domowych, przebywając w mieszkaniu, niestety dochodzi i później mamy wrażenie, że nie wyrabiamy się ze wszystkim. Dlatego dobrze, aby zastanowić się , co można by było oddelegować innym domownikom, jak można zaangażować dzieci w prace domowe, oddając im stosownie do wieku odpowiedzialność za część zadań, np. wyprowadzanie psa, wyrzucanie śmieci, pomoc w przygotowywaniu posiłków. To właśnie proponowałam moim rozmówcom.
Drugim ważnym aspektem w tej sprawie jest ograniczenie naszej osobistej autonomicznej przestrzeni. Ponieważ spędzamy coraz więcej czasu razem, obok siebie, często nie mając własnego kąta, nic dziwnego że ta sytuacja nas męczy i przerasta. Każdy z nas tak naprawdę potrzebuje czasami chwilę samotności, oddechu, pobycia samemu ze sobą ze swoimi myślami. Niestety, kiedy jest to naruszone- odbieramy to czasami jak atak na naszą wewnętrzną przestrzeń, a to rodzi chęć odcinania się, unikania kontaktu. Dodatkowo, jeśli spojrzymy na to z punktu widzenia dzieci i nastolatków, którzy doświadczają uczucia osaczenia, uwięzienia, co przejawia się często złością, nie będzie dziwił fakt, że jest tak ciężko znieść te wszystkie buzujące się w rodzinie emocje.
Niestety pandemia obnaża deficyty w związku, ale może to jest właśnie ten czas, kiedy możemy na to spojrzeć i dojść do wniosku, że czas zadbać o relację i naprawić to co nie działa. Zrozumieć powracające trudności, które nas dzielą i razem stawić im czoło . Nauczyć się szacunku do siebie, wyrażania swoich potrzeb, mówienia o swoich zranieniach, ale bez obwiniania i ranienia drugiej osoby. W dzisiejszych czasach nie sprawdza się już związek pozorny, który jest oparty na interesie organizacji życia rodzinnego, zapewnienia jej bezpieczeństwa finansowego. To już nie wystarcza aby być razem. Dzisiaj partnerzy są coraz bardziej świadomi i oczekują od związku czegoś więcej : wzajemnego zainteresowania, wsparcia, realizacji wspólnych celów, zaufania, bliskości emocjonalnej i oczywiście miłości.
Dlatego związki , które nie są oparte na takich wartościach niestety rozpadają się , grzęzną, bo niszczy je wzajemna przemoc i pretensje. Dla innych par pandemia może być sprawdzianem ich wzajemnej miłości i umiejętności wsparcia, co finalnie może tylko wzmocnić bliskość w ich relacji. Takie małżeństwa wykorzystują fakt, iż mają teraz więcej czasu dla siebie, że mogą obecnie więcej rozmawiać, zainteresować się życiem partnera lub dzieci i dzięki temu jeszcze bardziej zbliżyć się jako rodzina.
Czego tak naprawdę wszystkim życzę.
Pamiętajmy również, że WSZYSTKO CO NAJGORSZE KIEDYŚ RÓWNIEŻ PRZEMINIE i pewnie kiedy artykuł pojawi się w druku, już będzie lepiej i troszeczkę lżej.

